::: MENU :::

Życie motyli

przeczytaj koniecznie!

zycie motyli

Wypożyczając książkę „Życie motyli” Katarzyny Ryrych nie sądziłam, że będę o niej tu pisać. A jednak.
Zapowiadano ją jako pierwszą w Polsce powieść rozwojową. Więc szczerze powiedziawszy spodziewałam się, że to będzie trochę taki psychologiczny bełkot. Rozczarowałam się, ale bardzo miło.

Bohaterką powieści jest Izydora, która miała być Isadorą (na cześć Isadory Duncan). Jak zwykle urzędnik miał swoje zdanie i dziewczyna stała się Izydorą, które to nieudaczne imię (o czym była przekonana) zdefiniowało jej całe życie. Zatem jest Izydora, która ma 50 lat, właśnie rozwiodła się z mężem, zaczyna nieśmiało nowe życie w małej miejscowości u boku starszej, choć wcale nie zniedołężniałej ciotki, która tak naprawdę wcale nie potrzebuje pomocy. Izydora nie ma łatwo. Jest gruba, bo przecież ktoś o takim imieniu nie będzie zwiewnym kwiatkiem, bo ciąża, dziecko, bo zawsze  było coś ważniejsze, bo nawet nie próbowała, bo nigdy nie czuła takiej potrzeby. Nie lubi siebie, bo nie miała na to czasu, wychowując dziecko, czekając na wiecznie nieobecnego męża, będąc na każde zawołanie egoistycznej pseudoprzyjaciółki. Więc Izydora jest taka trochę nijaka. I nagle ta Izydora, zaczyna meblować swoje życie. No dobra, zaczyna od pokoju u ciotki. Ale po swojemu. Przesuwa ciężkie meble trochę klnąc pod nosem, po przebudzeniu nie poznaje miejsca, ale jest jej dobrze, bo jest w końcu tak, jak ona chciała. I oto podróż się rozpoczyna. W zagraconym domu ciotki, gdzie chadza duch jej zmarłej przyjaciółki (właściwie bardziej partnerki), pod okiem milczącego Józefa, który pojawia się i znika („bo to Józef”), pod ostrzałem spojrzeń sąsiadów, bo w końcu to mała miejscowość, a nie wielkie miasto, Izydora zaczyna o siebie walczyć. Gadać do siebie, dbać o siebie, biegać, starać się polubić siebie samą… I zwycięża.

Nie jest to żadne spojlerowanie. Po książkę i tak warto sięgnąć. Polecam gorąco.
Psychobełkotu nie ma. Za to jest całkiem sympatyczna historia, ciekawe postaci, trochę tajemnic i przyjemny styl. Styl pisania pani Ryrych porównałabym do stylu Małgorzaty Witkiewicz, ale tej Milaczkowej, a nie tej od erotyków. Więc jest przyjemnie, zdecydowanie. Jest też trochę chaosu: wspomnienia Zofii (ciotki) i Izydory przeplatają się z teraźniejszością i wprowadza to trochę zamieszania, bo zlewają się z główną fabułą. Z drugiej strony wspomnienia te mają ogromne znaczenie dla opowiadanej historii, więc wybaczone.
Bardzo mi się podobał sposób, w jaki została przedstawiona przemiana głównej bohaterki. Właściwie to taki trochę proces dojrzewania, tylko że w wieku 50 lat. Całość nie jest nachalna. Nie jest naszpikowana pseudomądrościami w stylu „żeby kochać innych, musisz kochać siebie”, albo „znajdź czas dla siebie samej” etc. Owszem, to wszystko jest ważne, wiadomo, ale sposób podania jest arcyistotny. Można wsadzić treści mądrości, a czytelnik i tak odłoży książkę na półkę, bo będzie to nudne i przemądrzałe. W „Życiu motyli” nudno nie jest. Autorka porusza kilka ważnych zagadnień, na które – powiedzmy sobie szczerze – pokolenie naszych mam czy ciotek nie miało nigdy czasu. Kochać siebie? Słuchać siebie? Nie sądzę.

Zatem „Życie motyli” może być inspiracją. Nie tylko dla 50-latek. Dla wszystkich. Do szczerości z samą sobą. Do poznania siebie. Do akceptacji innych.
Nie spodziewałam się absolutnie tak dobrej książki. Powiedzmy sobie szczerze – kiedy weźmiesz ją z półki pewnie zwróci Twoją uwagę okładka. Ale kiedy zajrzysz na tył, raczej nie zachwyci Cię tamtejszy opis. Jest zwyczajna i nic nie zapowiada tak smakowitego ciastka w środku. Więc nie zniechęcaj się. Czasami się uśmiechniesz. Czasami zakręci Ci się w oku łezka. A kiedy dobrniesz do końca, będziesz chciała jeszcze.

Ten wpis został zamieszczony w kategorii recenzja, literatura, opinia, posiada tagi recenzja, Magdalena Witkiewicz, Milaczek, Katarzyna Ryrych, Życie motyli, walka o siebie, dojrzewanie i był prawdziwy na dzień 8 Maj 2017

Komentarze do wpisu

Mollom CAPTCHA

Komentarze

Jeszcze nikt nie skomentował tej strony.

Komentarze w kanele RSS dla tego wpisu | Subskrybuj kanał RSS dla całego serwisu